Archive for the ‘ogrod’ Category

Zielony nawóz jako element dekoracyjny

Wprowadziliśmy się tej wiosny do nowego domu. Chcielibyśmy stworzyć wokół niego choćby na­miastkę ogrodu. Jednak prace bu­dowlane nie są jeszcze zakończo­ne, a teren przyszłego ogrodu – nie uporządkowany, pełen sto­sów cegieł i kamieni. W dodatku ziemia jest tutaj raczej słaba. Od czego rozpocząć prace?

 

Proponowałabym oczyścić i wyrównać tę część terenu, którą planujecie Państwo przeznaczyć na ogród, zwłaszcza przy wejściu i w miejscach, które widać z okien. Większe fragmenty można obsiać zielonym nawozem, na przykład facelią, łubinem żółtym, owsem, traktowanymi tutaj jako element dekoracyjny. Początkowo stworzą one zielone kobierce, które zmienią barwę – w czasie kwitnienia roślin – na żółtą, fio­letową i zieloną. Akcentem ożywiającym może być smuga wysianych nagietków lub wysad­zonych aksamitek.

Sterty cegieł, desek czy kamieni warto osłonić kępą słoneczników , nasturcji lub kosmosu Ten ostatni może stanowić również rodzaj jednorocznego żywopłotu. Kosmos, nagietki i aksamitki oczyszczą glebę znicieni, a wszystkie proponowane rośliny dostarczą dużej ilości zielonej masy na kompost. Jako popi on po owsie i facelii można wysiać (po piętnastym sierpnia) wykę ozimą, która świetnie uzupełni w glebie miejscowe niedobory azotu.

Kłopoty z trawami rabatowymi

Kilka lat temu posadziłem na działce trawę rabatową – kostrze­wę ametystową. Na początku wy­glądała pięknie, tworząc zielone kępy. Jednak teraz mam z nią kło­pot, gdyż bardzo silnie się rozro­sła, przechodząc na sąsiednie raba­ty. Jak nad nią zapanować?

 

Wiele traw rabatowych, między innymi wiele gatunków ko­strzew (w tym i kostrzewa ametystowa -na zdjęciu), wiechlin, wydmuszyc i mietlic, a także mozgi, kupkówka i manna, wytwarza podziemne rozło­gi. Ze znajdujących się na nich pą­ków wyrastają coraz to nowe ulistnione pędy nadziemne, które z kolei wykształcają rozłogi i nowe pędy. W ten sposób trawy te opanowują co­raz większe przestrzenie.

Niekiedy jednak rozrastają się tak silnie, że przechodzą na sąsiednie rabaty, co może być bardzo kłopotliwe. Można wówczas próbować ograniczyć ich ekspansywność poprzez stosowanie pionowych ekranów zakopywanych w ziemi na głębokość 10-15 cm. Naj­prościej użyć w tym celu pasów z folii polietylenowej, papy bitu­micznej lub blachy cynkowej. Można też zastosować specjalne, faliste taśmy z tworzyw sztucznych dostępne w sklepach ogrodniczych.

Jak kosić trawnik?

Mam w ogrodzie niewielki trawnik i bardzo mi zależy na jego atrak­cyjnym wyglądzie. Czy koszenie trawy kosiarką wymaga specjalnej techniki? Jak je przeprowadzać, by było bezpieczne zarówno dla mnie, jak i dla kosiarki? W jaki sposób uzyskać gęstą murawę?

 

Koszenie-to najważ­niejszy i najbardziej pracochłonny zabieg stosowany przy pielęgnacji trawników, decydujący o atrakcyj­nym wyglądzie murawy. Zacznijmy od wyboru chwili optymalnej dla prze­prowadzenia tego zabiegu. Najle­piej kosić wówczas, gdy trawa i grunt są w miarę suche, ścinanie wilgotnej murawy bywa bowiem czę­sto przyczyną strzępienia się li­ści i zapychania maszyny. Ponadto, gdy grunt jest mokry, miękki i grząski – koła lub walec ugniata­jący kosiarki mogą zagłębiać się w ziemi i uszkadzać powierzchnię trawnika. Pamiętajmy też, że ko­szenie wilgotnej trawy za pomocą elektrycznego urządzenia bywa nie­bezpieczne.

■ Zanim zaczniemy kosić…

Przed przystąpieniem do pracy usu­wamy z powierzchni trawnika wszyst­ko, co może uszkodzić kosiarkę, na przykład: patyki, kamienie, kości, zabawki, druty. Korzystne jest rów­nież zamiecenie powierzchni mura­wy, zwłaszcza gdy jest ona wilgot­na. Pozwala to na usunięcie śladów działalności dżdżownic (tak zwa­nych kaprolitów) i na podniesienie liści traw, co bardzo ułatwia ko­szenie. Zamiast tego można również lekko „uczesać” murawę, delikatnie ją grabiąc. Nie należy jednak tego robić zbyt często. Trzeba zaplanować prawidłowy kie­runek koszenia. Powinien być on prostopadły do linii poprzedniego zabiegu. Jeżeli więc ostatnio ko­siliśmy trawę w kierunku północ- południe, to teraz wybierzmy oś wschód-zachód. W ten sposób ła­twiej Usunąć grube, sztywne trawy i uniknąć tak zwanego efektu tarki. Wreszcie ustawiamy noże kosiarki na odpowiedniej wysokości. Mówili­śmy o tym w poprzednim numerze mie­sięcznika. Warto też zajrzeć do instrukcji dołączo­nej do urządzenia. Trzeba się upew­nić, że wszystkie koła maszyny znajdują się na tej samej wysoko­ści . Murawa cięta kosiarką usta­wioną pod skosem wygląda brzydko i może ulec uszkodzeniu.

■     Jak kosić?

Teraz można przystąpić do kosze­nia. Podczas tego zabiegu pamię­tajmy, że kosiarka nie jest odku­rzaczem i nie można jej popychać stale w przód i w tył. Jest to ryzy­kowne, gdy używamy maszyny rota­cyjnej , a wręcz niebezpieczne – gdy stosujemy kosiarkę poduszkową. Na­tomiast kosiarka bębnowa tnie tra­wę tylko podczas ruchu do przodu. Kosząc trawnik powinniśmy posuwać się równomiernie do przodu. Bar­dziej skomplikowane manewry wyko­nujemy tylko w narożnikach. Używając kosiarki rotacyjnej wypo­sażonej w pojemnik na trawę, trzeba od czasu do czasu oczyścić jego szczeliny. Czynność ta umożliwia bowiem prawidłową pracę systemu zasysania trawy. Jest to szczegól­nie ważne, gdy murawa jest wilgotna, a źdźbła – długie.

■      Po koszeniu

Korci nas – często z lenistwa – by pozostawić świeżo skoszoną trawę na trawniku. Składniki pokarmowe są wówczas zwracane do gleby, zaś ścię­te źdźbła tworzą ściółkę powstrzy­mującą rozwój mchów i zwiększającą odporność murawy na suszę. I – oczy­wiście – mamy mniej pracy. Z drugiej jednak strony takie po­stępowanie ma też wiele wad: murawa jest źle przewietrzana, staje się gąbczasta i podatna na porażenie chorobami. Wzrasta wtedy aktywność dżdżownic i łatwiejszy jest rozwój chwastów.

Zasadą ogólną jest więc usuwanie ściętej trawy po każdym koszeniu. Możemy od niej odstąpić, gdy na dworze jest sucho i gorąco, zaś trawnik – wolny od chwastów. Wtedy zostawiamy świeżo skoszone źdźbła na murawie. Ograniczymy w ten spo­sób utratę wody z powierzchni traw­nika.

■ Bezpieczeństwo pracy

Aby praca była bezpieczna, trzeba pamiętać o kilku podstawowych za­sadach:

♦     przed przystąpieniem do kosze­nia należy się odpowiednio ubrać. Jeżeli powierzchnia trawnika jest śliska lub po­chyła, trzeba założyć solidne buty na grubej, nie ślizgają­cej się podeszwie. Nie można kosić boso!

♦     nie wolno regulować maszyny podczas pracy silnika, nawet jeżeli jest to drobny kłopot, z którym sobie wcześniej świetnie radziliśmy. Zbliża­jąc ręce do mechanizmu tnącego zawsze wyłączajmy silnik!

♦      kosiarki elektryczne wymagają przewodu zasilającego dobrej jakości. Pilnujmy, by nie zna­lazł się on podczas koszenia w bezpośredniej bliskości noży maszyny. Grozi to bowiem uszkodzeniem kosiarki i pora­żeniem użytkownika;

♦     nigdy nie zostawiajmy włączo­nej maszyny bez dozoru. Odda­lając się od niej – nawet na moment – zawsze wyłączajmy silnik!

♦     tak organizujmy pracę, aby podczas koszenia ludzie i zwierzęta znajdował i się z dal a od trawnika.

Wielkie pranie

Pranie rozwieszone na sznurach może wyglądać malowniczo, choć niekoniecznie elegancko. Niemniej widok bielizny suszącej się w ogrodzie jest czymś zupełnie normalnym.

Tradycyjny sznur nie obwieszony w całości bielizną, to prawdziwa pułapka dla nieco wyższych osób. Proponujemy ładniejsze, praktyczniejsze i bezpieczniejsze, choć – niestety – droższe rozwiązanie: ogrodową suszarkę do bielizny. Można ją kupić w niektórych skle­pach ogrodniczych lub ze sprzętem gospodarstwa domowego (cena: 60 zł).

Osoby lubiące majsterkować mogą taką suszarkę zrobić własnoręcznie z twardego drewna liściastego. Zasady jej konstrukcji przedsta­wię. Przypominająca parasol suszarka musi być tak osadzona w ziemi, by można było ją obra­cać. Ułatwi to bardzo rozwie­szanie prania nie trzeba będzie przenosić co chwila ciężkiego kosza. Lepiej ustawić suszarkę na utwardzonej nawierzchni. Jeśli coś upadnie, nie będzie wymagało powtórnego prania.

Urlop w doniczce

Zbliżają się wakacje. Coraz częściej męczy nas pytanie: jak zabezpie­czyć kwiaty doniczkowe przed naszym wyjazdem na urlop? Na Zachodzie istnieją usługi typu „plants sitting”. U nas – niestety nie.

Najlepiej przekazać klucze dyspozy­cyjnej cioci, babci lub sąsiadce – to najprostsza i najbardziej niezawod­na metoda. Trzeba zostawić opieku­nowi dokładne instrukcje, jak ma podlewać nasze kwiatki. Inaczej może je albo zasuszyć (niedoborem wody), albo zadusić (jej nadmia­rem). Gdy jednak nie mamy takiej możliwości pamiętajmy, że jest kil­ka innych dobrych metod.

♦       Butelka wetknięta do góry dnem w każdą doniczkę, najlepiej plasti­kowa, koniecznie pełna wody. To niezły sposób, zwłaszcza w sytu­acji, gdy wyjeżdżamy na krótko.

♦       Duże, płytkie naczynie z wodą, sięgającą do poziomu warstw dre­nujących ustawionych w nim doni­czek. Przy ich głębszym za­nurzeniu możemy „utopić” korzenie roślin, które bez tlenu zgniją.

♦       Knoty lub kamionkowe sztyfty nawilżające ziemię – dobre w przy­padku kwiatów w doniczkach bez drenażu. Jeżeli nie uda nam się ku­pić gotowego urządzenia w sklepie ogrodniczym, możemy sami zrobić knot z łatwo nasiąkającej szmatki (0,5-2 cm szerokości), na przykład ze złożonego na pół sznurowadła. Przez otwór w dnie doniczki wci­skamy jeden koniec knota w ziemię, a drugi zanurzamy w naczyniu z wodą, na którym wcześniej usta­wiliśmy doniczkę. Możemy też umieścić jedną lub kilka doni­czek obok naczynia, zanurzyć w nim koniec knota, a drugi zako­pać w doniczce. Żeby knot nie wysychał, można owinąć go na całej długości folią aluminiową lub gumową rurką. Im więcej roślin bę­dzie „piło” wodę z naczynia, tym musi być ono większe. Przed wyjaz­dem zróbmy jednak próbę general­ną sprawdzającą działanie naszej konstrukcji.

♦       Terrarium – świetne na długie wyjazdy. Doniczki z roślinami za­mykamy szczelnie (!) w pseudo- szklarenkach (na przykład w słoju lub akwarium). Tworzy się w nich zamknięty obieg wody – para wod­na wydzielana przez rośliny skrapla się i po ściankach naczynia spływa do podłoża. W dużych terrariach można nie podlewać kwiatów na­wet przez sześć tygodni. Można też ubrać kwiatek w „urlo­powe wdzianko” z przezroczystej folii polietylenowej. Przykrywamy nim szczelnie wannę w widnej ła­zience, regał z umieszczonymi na półkach roślinami albo też – po pro­stu – doniczkę z kwiatem. Wcze­śniej trzeba go obficie podlać, liście nie mogą dotykać do folii. Terrarium stawiamy w miejscu nie narażonym na zbyt wysoką tempera­turę i bezpośrednie nasłonecznienie.

♦       Podłoże urlopowe – Biożel – umożliwiające wielotygodniową uprawę roślin bez podlewania i na­wożenia. Można je kupić w niektó­rych kwiaciarniach.

♦       Automatyczna konewka (auto­matyczne podlewanie) – zabezpie­czy rośliny przed wysychaniem na­wet podczas naszych dłuższych wy­jazdów. Zasada jej działania jest bardzo prosta: pompa tłoczy wodę z dziewięciolitrowego pojemnika, poprzez rozdzielniki wody i odcho­dzące od nich przewody – do roślin w doniczkach. Urządzenie podlewa kwiaty w zależności od ich zapo­trzebowania. Umożliwiają to roz­dzielniki dostarczające do przewo­dów – a potem do wybranych przez nas doniczek – różne, stale porcje wody (15 ml/minutę, 30 ml/minutę, 60 ml/minutę na jeden przewód na­wadniający). To, ile wody dostanie dana roślina, zależy więc tylko od tego, który z przewodów doprowa­dzimy do jej doniczki. Transforma­tor z wbudowanym włącznikiem uruchamia „konewkę” codziennie – na jedną minutę – podlewając kwiaty zgromadzone zarówno w mieszkaniu, jak i na balkonie czy tarasie. Urządzenie potrafi podle­wać aż 36 doniczek naraz!

Staw bez kantów

Ogrodowy staw lub sadzawka nie może być zwykłym dołem wypełnionym wodą. Musi pasować kształtem do otoczenia i upiększać widok z okna czy z tarasu. Powinno się w nim zawsze przeglądać coś ładnego, choćby malownicza kępa rosnących obok bylin.

Przystępując do budowy stawu musimy najpierw wy­brać odpowiednie miejsce w ogrodzie, wykopać tam nieckę o wybranej głębokości i kształcie, uszczelnić ją folią. Potem – wykończyć brzegi przyszłego stawu, maskując dokładnie miejsca, w których plastik będzie się wynurzał z wody.

Oto ciekawy przykład ogrodowego stawu z oryginal­nie wykończonymi brzegami.

Drewniana rama

Jeziorko w kształcie nieregularnego wielokąta obwie­dziono ramą ze zbitych podkładów kolejowych, ułożonych na podsypce ze żwiru. Po ich wypoziomwaniu i obsypaniu powstała – wzdłuż brzegu – półka, na której można położyć kamienie czy ustawić donice z roślinami wodnymi. Sztywna rama z podkładów umacnia brzegi i jest bardzo łatwa w wykonaniu. Rozpięta na niej folia zanurza się – prawie pionowo – w wodzie, co zmniejsza refleksy światła. Na ramie można ułożyć stabilne, płaskie kamienie. Ich krawędź, wysunięta znacznie nad wo­dę, rzuca cień na folię. W rezultacie – staje się ona prawie niewidoczna. Nieregularne, kamienne płyty łagodzą ostre kanty w obrysie stawu.

■ Zabezpieczenie folii

Staw uszczelniamy folią basenową z polichlorku wi­nylu (PCW) grubości 0,5 mm. Jest ona delikatna, a na­prawa jakiegokolwiek uszkodzenia, już po jej ułoże­niu, sprawia wiele kłopotów. Aby do tego nie doszło, warto wyłożyć brzegi stawu, a nawet dno wykopu wełną mineralną. Jeśli grunt jest piaszczysty i grozi osuwaniem się, można dno ustabilizować mieszając jego wierzchnią warstwę z cementem. Zabezpieczy to dodatkowo folię przed ostrymi ząbkami kreta lub nor­nicy. Folia w stawie podlega różnym naprężeniom. Fałda ułożona na styku pionowej i poziomej płaszczy­zny wykopu ochroni ją przed uszkodzeniami.

■ Roślinna dekoracja

Czerwony piaskowiec ładnie komponuje się z roślina­mi posadzonymi nad stawem: dąbrówką rozłogową (Ajuga reptans), rozchodnikiem ostrym (Sedum acre) i bergenią sercolistną (Bergenia cordifolia). Dopełnie­niem jest tutaj romantycznie pochylony nad wodą klon palmowy oraz irysy syberyjskie i trawy, kontra­stujące swym pokrojem z płaskim otoczeniem.

 

Kiedy i jak kosić trawę

Założyłem na działce trawnik. Jak często go kosić, by uzyskać efekt pięknego ogrodowego dywanu? Czym grozi zbyt rzadkie, nieregu­larne koszenie trawy? Podczas wa­kacji wyjeżdżam na dłużej. Czy po powrocie łatwo przywrócić zanie­dbanej murawie dawny wygląd?

 

Prawidłowe i syste­matyczne koszenie jest warunkiem uzyskania gęstej, sprężystej mu­rawy. Trawa ma wówczas stałą wy­sokość przez cały sezon wegeta­cyjny ładnie wygląda, jej korze­nie nie zamierają. Najlepiej kosić trawnik często, lecz niezbyt nisko. Wówczas chronione są pączki pachwinowe, z których wyrastają nowe liście.

Na tak strzyżonym ogrodowym dy­wanie nie rozwiną się pospolite trawy i chwasty, nie będą nad­miernie buszować dżdżownice. Trawy przyjmą karłowaty pokrój i łatwo wytworzą rozłogi, zaś z węzłów krzewienia będą wyra­stać boczne pędy. Zbyt niskie i nieregularne strzyżenie niszczy dobry traw­nik, gwałtownie osłabiając war­tościowe gatunki traw. W rezul­tacie pojawią się na nim brzydkie dziury porośnięte mchem, krwaw­nikami, mniszkami pospolitymi, i innymi chwastami. Trawę powinno się kosić od prze­łomu marca i kwietnia do końca października. Gdy jesień jest długa i ciepła – do połowy listopada. Częstotliwość tego zabiegu zależy od: typu trawnika, pogody, żyzności gleby, żywotności traw i pory roku.

Sygnałem do rozpoczęcia pracy jest moment, gdy źdźbła wydłużą się o 10-15 mm ponad zalecaną wy­sokość.

■ Jak często kosić?

Od połowy kwietnia do połowy lip­ca ścinamy ją dwa razy w tygo­dniu. W pozostałym okresie i pod­czas przedłużającej się suszy kosimy trawę raz na siedem dni. Jeżeli podczas naszego urlopu źdźbła zanadto się wydłużą, to po przyjeździe, podczas pierwszego koszenia, ścinamy tylko wierz­chołki liści traw. Dopiero po kilku dniach nadajemy murawie zalecaną wysokość.

Czy wykopywać cebule

Hoduję w ogrodzie wiele roślin ce­bulowych, zwłaszcza tulipany, kro­kusy i żonkile. Słyszałam, że moż­na je uprawiać przez kilka lat w tym samym miejscu, nie wyko­pując przekwitłych cebul. Czy tak potraktowane będą dawać co roku kwiaty?

 

Dorodne, zabezpie­czone przed szkodnikami cebule wy­żej wymienionych roślin najlepiej sadzić jesienią każdego roku. Jest wówczas prawie pewne, że każda z nich wyda wiosną piękny kwiat. Można jednak zaryzykować i pozo­stawić krokusy, żonkile i niektóre tulipany (odmiany botaniczne) przez kilka lat w tym samym miejscu.

Trzeba się jednak liczyć z tym, że:

♦     stracimy nad nimi pełną kon­trolę – będą tak kwitły, „jak będą chciały”;

♦     wiele z nich może, z różnych powodów, każdego roku zanikać;

♦     wokół cebul matecznych wyrosną drobne, osłabione rośliny nie znajdujące odpowiednich wa­runków do wzrostu i rozwoju.

Pozostawiając cebule w ziemi trze­ba je chronić przed uszkodzeniami mechanicznymi (na przykład podczas odchwaszczania czy wzruszania gle­by) , zwłaszcza w okresie, gdy są one pozbawione liści. Należy rów­nież zwiększyć intensywność zabie­gów pielęgnacyjnych, zwracając szczególną uwagę na nawożenie i ochronę roślin.

Ogrodowa dama

Glicynia – to prawdziwa ogrodowa dama. Wygląda pięknie pnąc się po altanach, mostkach, pergolach i fasadach domów. Czaruje swą urodą, lecz ma duże wymagania.

Najczęściej uprawiane gatunki tego pnącza, zwanego też wisterią, to: glicynia kwiecista (Wisteriajloribun- da) i glicynia chińska (W. sinensis). Wyselekcjonowano z nich szereg odmian o kwiatach białych (W.Jlori- bunda ‘Alba’ i W. sinensis ‘Alba’J, ró­żowych (W.floribunda ‘Rosea’], fiole­towych (W. Jloribunda ‘Violacea’J i o wyjątkowo długich kwiatosta­nach (W. Jloribunda ‘Macrobotrytis’). Ich produkcją zajmowały się nie­gdyś chętnie polskie szkółki. Te de­koracyjne pnącza, popularne na przełomie wieków, potem nieco za­pomniane, przeżywają dzisiaj rene­sans w polskich ogrodach.

■ Jak kupować glicynie?

Wybierajmy dwu-, trzyletnie rośli­ny uprawiane w pojemnikach, z bryłą ziemi. Wisterie wytwarzają bowiem długie, mięsiste, grube ko­rzenie – ich przesadzanie z gruntu jest więc bardzo trudne. Kupujmy pnącza rozmnażane wegetatywnie lub szczepione – wydadzą kwiaty już po pięciu latach. Te pochodzące z siewu zakwitną dopiero po sied­miu, dziesięciu latach nielicznymi kwiatostanami. Siewki łatwo roz­poznać – mają cieńsze pędy i słab­szy system korzeniowy niż okazy rozmnażane wegetatywnie.

■ Miejsce uprawy

Glicyniami można dekorować naj­bardziej reprezentacyjne miejsca w ogrodzie. Są silnie rosnącymi roślinami – wymagają więc solid­nych podpór. Lubią miejsca sło­neczne, cieple, osłonięte od wiatru, najlepiej o południowej wystawie. Można je sadzić przy ścianach bu­dynków, nadają się też do dekoracji bram, werand, balkonów, murów, pergoli, altan. Glicynie można z powodzeniem uprawiać w miej­skich ogrodach. Odpowiednio pod­lewane znoszą bowiem świetnie zanieczyszczenie powietrza i letnie upały.

■ Sadzenie

Wykopujemy dół o głębokości osiemdziesięciu centymetrów, na jego dnie kładziemy drenaż (war­stwę rumoszu grubości 30 cm) i wsypujemy żyzną, przepuszczalną ziemię ogrodową (gliniastą lub piaszczysto-gliniastą). Dodajemy do niej nawóz mineralny wieloskładni­kowy (N:P:K:Mg = 10:7,2:19,1:0,8) w dawce 3 kg/m3. Bardzo ubogie podłoże można wy­mieszać z ziemią kompostową lub przekompostowanym obornikiem. Glicynie uprawiane w pojemni­kach możemy sadzić przez cały sezon wegetacyjny. Młode rośliny wymagają starannej ochrony przed mrozem. Podstawy ich pę­dów zabezpieczamy kopczykami, zaś pędy szmatami lub workami. Po sadzeniu trzeba je obficie pod­lać. Podczas dalszej uprawy nale­ży pamiętać, że zarówno susza, jak i nadmiar wilgoci jest dla nich szkodliwy.

■     Zasilanie

Glicynię trzeba systematycznie dokarmiać: co 2-3 lata obornikiem (4-5 kg/m2), rozcieńczonym krowieńcem lub wieloskładnikowym nawozem z mikroelementami. Glebę wokół pnącza spulchniamy i przykrywamy warstwą kory.

■     Cięcie

Odpowiednio przeprowadzone cięcie jest bardzo ważnym zabie­giem w uprawie glicynii. Nadaje jej bowiem odpowiedni kształt i zmusza do corocznego, bujnego kwitnienia.

Czym pielegnować trawnik ?

Wiosna to dobry czas na kupowanie narzędzi ogrodniczych. W sklepach jest ich teraz najwięcej i jest w czym wybierać. Opiszemy zestaw narzędzi ułatwiających utrzymanie trawnika w dobrej formie.

■ Rozsiewacze nawozów

Rozsiewacze ułatwiają zasilanie trawnika sztucznymi nawozami. Można kupić rozsiewacz rzędowy lub odśrodkowy. Rozsiewa­cze rzędowe pozwalają na bardzo dokładne wysianie przewidzianej dawki nawozu w rzędy równej szerokości. Można ich i też używać jako siewników do trawy. Rozsiewacze odśrodkowe są bardziej wydajne, ale zdecydowanie miej precyzyjne. Szerokość, na jaką rozsiewany jest nawóz zależy od prędkości prowadzenia takiego siewnika po trawniku.

■ Węże ogrodnicze i zraszacze

Bez podlewania nie ma mowy o ładnym trawniku. Lepsze i trwalsze są węże ogrodnicze ze zbroje­niem z włókna. Są miękkie, a przy tym nie zała­mują się i nie zaciskają na zagięciach. Zaopatrzenie węży w szybkozłączki ułatwia ich podłączanie do kranu i przyłączanie odpowied­nich końcówek lub zraszaczy . Bęben z korbą do zwijania węża ułatwia jego przenoszenie i prze­chowywanie.

■ Walec

Walec, niemal niezbędny przy zakłada­niu trawnika, przydaje się też i w póź­niejszej jego pielęgnacji. Na wiosnę wyrównuje się nim nierówności po­wierzchni wywołane mrozowymi wysadzinami, a gdy wegetacja jest już w pełni – powstałe na skutek mecha­nicznych uszkodzeń i nierównomier­nego rozwoju trawy. Na rynku dostęp­ne są wały różnej szerokości, wykona­ne z blachy stalowej lub z tworzywa. Po napełnieniu wodą wał może ważyć do stukilkudziesięciu kilogramów. Wa­ły metalowe są odporniejsze na uszkodzenia mechaniczne. Nie zagraża im wystają­cy kamień czy krawęż­nik. Wały z tworzywa są delikatne i najechanie na twardą przeszkodę gro­zi ich przedziurawieniem lub pęknięciem. Wały wykonane z blachy kosztują około 200, plastiko­we około 155 zł.

■     Miotłograbie

Miotłograbiami łatwo usunąć z trawnika wszelkie zanieczyszczenia (np. liście lub skoszoną trawę) bez uszkadzania darni. Okresowe wygrabia­nie trawnika takimi grabiami po­prawia jego kondycję – zapobiega po­wstawaniu na trawniku tzw. filcu, który tworzy groma­dząca się na po­wierzchni gleby war­stwa martwej, rozkłada­jącej się trawy. Niektóre miotłograbie mają regulo­waną szerokość rozstawienia sprężystych zębów, a co za tym idzie sztywność całego narzędzia. Miotłograbie kosztują 7 do 19 zł.

■     Grabie wertykulacyjne

Grabie takie służą do usuwania filcu oraz płożą­cych się chwastów i mchu. Zęby tych grabi są ostre jak noże. Nacinają one i rozrywają darń traw­nika, stymulują trawę do silniejszego krzewienia i korzenienia się. Grabie wertykulacyjne mo­gą mieć re­gulowaną głębokość pracy.
Grabie wertykulacyjne można kupić za 12 (produkcji taiwańskiej) do 150 zł (fir­my Gardena).